DomowaSzukajDomowa

                              

Ustaw stronę redakcji Opiekuna jako domową. Dodaj stronę  redakcji Opiekuna do "Ulubionych". Prześlij adres tej strony znajomym. Napisz do nas. Wydrukuj.
 Opiekun edycja internetowa

 Dziś

Spis

Piszą u nas
Pod naszym patronatem
Rekolekcje z Opiekunem
Diecezja w Internecie

Obrazki z życia

Kocham, dlatego rozmawiam
                        ks. Wojciech Przybylski                      

Pewien Europejczyk zakochał się w pięknej Chince. Wkrótce otrzymał od niej list. Nic wprawdzie z niego nie zrozumiał, ale czuł, że to znak odwzajemnionej miłości, co potwierdził tłumacz przysięgły. Postanowił więc, że dla ukochanej podejmie naukę języka. Czynił tak wielkie postępy, że został nawet profesorem chińskiego. Niestety, w tym czasie zapomniał o pierwotnym powodzie, dla którego podjął trud nauki. Zakochał się w literze, zapomniał o sercu.
   Miłość nie zapomina o ukochanej osobie, jest przy niej na dobre i na złe. Przed jednym z polskich sądów rodzinnych toczyła się swojego czasu sprawa, w której małżonkowie zrzekli się praw rodzicielskich wobec swojego kilkunastoletniego syna. Motywowali to tym, że jest dzieckiem trudnym i „niereformowalnym”, że są bezradni wobec jego nieokiełznanego charakteru. Nie dodali tylko, że zostawili go samego z wszystkimi problemami. Żyli tylko pracą, która pochłaniała cały ich czas. Na pytanie: Czy kochasz swoje dziecko?; każdy rodzic odpowie: „Jak mógłbym nie kochać swojego dziecka?”. Słowa te brzmią tak wiarygodnie, jak brzmieć mogą tylko w ustach matki czy ojca. Może być jednak tak, że źle, opatrznie rozumie się miłość. Bywa miłość niedojrzała, ślepa, zaborcza, zapatrzona w swoje „oczko w głowie” tak, że już niczego nie wymaga, uniemożliwiając w ten sposób prawidłowy rozwój dziecka. Pytanie nie brzmi więc czy, ale jak kocham swoje dziecko?
Moja córka, mój syn - mówią rodzice. Ale pierwsza powinna być świadomość, że przede wszystkim jest to dziecko Boga, który podzielił się z rodzicami mocą stwarzania, dał im radość zrodzenia człowieka. Pomoże to ukierunkować życie, proces wychowawczy, miłość do dziecka właśnie na Boga. Pozwoli także zrozumieć, że Bóg obdarzył ich ogromnym kredytem zaufania, bo powierzył ich staraniom, pieczy, codziennej trosce swoje ukochane dziecko. Ta ciągła pamięć połączona z wdzięcznością chronić powinna przed pokusą traktowania dziecka jako swojej własności. Rodzice mają pomóc dziecku odkrywać prawdę o kochającym Ojcu, który pragnie, by wzrastało w Jego obecności. Brak obecności Boga na co dzień w życiu rodzinnym jest niepowetowaną stratą dla dziecka i całej rodziny. Przecież życie religijne to nie tylko niedzielne świętowanie, ale wielkie pragnienie podobania się Bogu, liczenie się z Jego wolą i życzeniami we wszystkim i na co dzień. Wtedy życie staje się radosne i dobre. Czy jasnym jest więc rodzicielski przekaz - kochaj i bądź dobry dla wszystkich, bo tego pragnie Bóg? Czy to właśnie jest główną troską rodziców? Czy nie znika nam wśród codziennych spraw Najważniejszy Domownik? Daj Boże w przyszłości wszystkim dzieciom dobre wykształcenie, dobrze płatną pracę, materialne powodzenie. Ale to nie czyni człowieka prawdziwie szczęśliwym. Wychowanie dziecka (w tym i religijne) podobne jest do nauki jazdy na rowerze. Początkującemu dziecku towarzyszy rodzic, który jest przy nim, podtrzymuje go, kiedy trzeba zachęca do odwagi, by wreszcie cieszyć się razem z tego, że już samodzielnie wykonuje coś, czego nie umiał, co go przerastało, a stało się możliwym. Nie strofowanie, musztra, zakazy i nakazy, pretensje i wyrzuty, ale „dyskretna” zachęta, pochwała, które uruchomią w dziecku pokłady dobra i wrażliwości. Przecież i my byliśmy dziećmi. Nie na darmo mówimy: „Zapomniał wół jak cielęciem był”. Sprowadzanie wszystkiego do troski o rzeczy materialne, by dziecku niczego nie brakowało jest ograniczaniem czy wręcz hamowaniem jego prawidłowego rozwoju.
   Jest i „małpia miłość”, która dziecko „chowa pod kloszem”, jest bezkrytyczna wobec dziecka, broni dziecko tam, gdzie powinno ono usłyszeć twarde „nie”, jasne wymaganie, a nie pobłażliwe słowa ustępstwa i aprobaty wobec nagannego zachowania, zachcianki i żądań rozpieszczonego (przez nikogo innego jak właśnie rodziców i bliskich), wychowywanego bezstresowo egoisty, któremu wciąż się ulega, a ten potrafi to sprytnie i wyrafinowanie wykorzystywać.
  Policja w Houston w USA na podstawie faktów opublikowała ostrzeżenie dla rodziców. Podała 10 recept, których przestrzeganie zapewni wychowanie dzieci na... rasowych chuliganów. Oto niektóre z nich: „Od początku dać dziecku wszystko czego tylko pragnie. Trzeba się śmiać z jego śliskich i grubiańskich kawałów. Będzie uważać się za mądre i dowcipne. Nie wolno mówić dziecku, że źle postępuje, bo nabawi się nerwicy, kompleksu winy. (A co będzie, gdy przydarzy się nieszczęście, np. gdy je aresztują za kradzież? Ile się nacierpi, że całe społeczeństwo je prześladuje - przyp. ks. W.P.). Pozwólcie dziecku wszystko czytać i oglądać, wszystkiego spróbować. Tylko wtedy pozna, co dla niego dobre, a co złe. Kłóćcie się zawsze w jego obecności. Gdy wasze małżeństwo się rozpadnie dziecko nie będzie zszokowane. Dawajcie mu tyle pieniędzy, ile chce. Niech nie musi zarabiać. Byłoby rzeczą tragiczną, gdyby musiało się tak męczyć, jak wy kiedyś. Należy je odgrodzić od wszelkich wpływów religijnych. Żadnej wzmianki o Bogu. Nie nakłaniać do Kościoła, nie posyłać na religię. Gdy dorośnie samo wybierze. Stawajcie zawsze w obronie dziecka. Obojętne z kim popadnie w tarapaty: z policją, nauczycielem, sąsiadem. Nie wolno dopuścić, by ktoś zrobił mu krzywdę. Tylko on może bezkarnie krzywdzić innych. Jeśli mimo takiej wolności dziecko wyrośnie na chuligana to nie potrzebujecie winić samych siebie. Zrobiliście sami wszystko, aby je popsuć.”
   Podstawowy komunikat kierowany przez rodziców: „cokolwiek się stanie nie przestanę cię kochać” jest fundamentem dla dziecka, które wie, że jest kochane bezwarunkowo. Nie za to, że jest zdolne, rokuje na przyszłość, ma dobre oceny w szkole, nie sprawia kłopotów, jest grzeczne, idealne, ale za to, że jest, że jest darem Boga. Kiedy ostatni raz powiedzieliśmy dziecku: „Bardzo cię kocham, pamiętaj o tym”, może właśnie wtedy, kiedy zawiodło na całej linii. Kochać dziecko to pokazywać prawdę tego słowa w relacji do męża, żony, dziadków. 8- letni Patryk opowiadał: „ Przy stole tata wrzeszczy zawsze na mamę, że kotlet jest za twardy. A mnie mdli, bo krzyk taty nie pozwala mi jeść”. Jeden z księży proponuje, by do ślubnej przysięgi dodać: „ będę z tobą rozmawiał”. Postulat odnosi się i do wszystkich relacji rodzinnych, zwłaszcza do relacji rodzice - dzieci, mąż - żona. Tam gdzie brak autentycznej komunikacji, rozmowy, obumiera więź, zanika miłość, pojawia się samotność (znak, że miłość bliskich zawiodła, spóźniła się), bezradność, frustracja, agresja. Kocham, dlatego rozmawiam.

Opiekun 8(259)2008

 

Copyright 2007 JoWaL